O emocjach i nie tylko

Za napisanie tego postu zabierałam się w styczniu. Jakoś mi nie wychodziło.

Z jednej strony nałożyło się wiele różnych rzeczy: przygotowanie do spotkań, spotkania, robótki itp. Z drugiej strony zastanawiałam się czy to co piszę ma sens? Czy ktokolwiek to czyta? Czy ktokolwiek zagląda na tą stronę? Miałam takie ludzkie rozterki. W ostatni weekend podczas  rozmowy zostałam zachęcona do tego, żeby nie rezygnować z pisania.

Myślę, że bez względu co robimy potrzebujemy w swoim życiu zachęty i inspiracji, która płynie z ust innych ludzi. Także pamiętajcie w tej naszej czasami zaganianej codzienności o zachęcaniu siebie nawzajem, podziękowaniu. To naprawdę inspiruje.

Mija nam trzeci miesiąc nowego roku. Przed nami kolejne święta.

Czy one są tak szybko w tym roku, czy ten czas tak szybko leci? Myślę, że jedno i drugie. Szybkość mijanego czasu widzę na przykładzie naszego małżeństwa.

_G203204-1W poprzednim  miesiącu minęło nam  27 lat  małżeństwa. Dużo i mało. Dużo w porównaniu z tymi, którzy dopiero co wzięli ślub. Mało w porównaniu z małżeństwami z 50- letnim stażem. Odwracając się mam wrażenie, że za nami wcale nie ma 27 lat małżeństwa, ale znacznie mniej. Co prawda dorosłe dzieci, wnuczka oraz nasz wiek wskazują, że jest inaczej. Jednak, kiedy spoglądam wstecz nie opuszcza mnie myśl, że te lata minęły tak bardzo szybko.

Jakie były te lata? Wspaniałe i pełne wyborów :) Najważniejsze jednak jest to, że miałam obok siebie wspaniałego przyjaciela. Człowieka przed którym mogłam otworzyć swoje serce, człowieka na którego zawsze mogłam liczyć. Człowieka przed którym nie musiałam udawać, co tak ładnie zostało ujęte w cytacie zamieszczonym poniżej (niestety nie wiem kto to napisał)

…Nie musisz udawać, że jesteś silny,
nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze,
nie martw się tym, co pomyślą inni,
jeśli musisz, płacz –
to dobrze wypłakać łzy do końca
( wtedy wróci uśmiech)…

Dobrze jest wypłakać łzy do końca… Dobrze jest być razem…

Bycie razem to nie tylko spędzanie ze sobą czasu, dzielenie się tym co dzieje się w naszym sercu, ale również pozwolenie tej drugiej osobie na zrozumienie nas, naszych emocji, uczuć, zachowań i na mówienie do naszego życia.

No właśnie: emocje. Dla wielu to destrukcyjny wulkan, który uruchamia się w najmniej spodziewanym momencie.

Czy rzeczywiście to taki destrukcyjny wulkan, czy raczej pomoc w codziennym życiu? Przecież właśnie one są naszą wewnętrzną odpowiedzią na to, co dzieje się w naszym otoczeniu. Oczywiście możemy je tłumić lub udawać, że nie istnieją, że są nie ważne zwłaszcza te trudne: złość, smutek, gniew, lęk itp. Jednak jestem pewna, że nie stanowi to żadnego rozwiązania. Nasze emocje wcześniej czy później wybuchną i najczęściej zrobią to ze zdwojoną siłą.

Może więc warto, kiedy zaczynamy coś odczuwać, zamiast to negować i wypierać, zastanowić się nad tym, dlaczego to odczuwamy. Co takiego wydarzyło się w naszym życiu? Może warto najpierw zrozumieć swoje emocje po to, żeby łatwiej było tłumaczyć te emocje innym, zwłaszcza naszym współmałżonkom.

Każda z emocji jest sygnałem dla nas, że coś się dzieje.

Złość jaką odczuwamy informuje nas o jakimś dyskomforcie. Nasze potrzeby, granice zostały przekroczone.

Radość inspiruje nas do działania.

Strach informuje o zagrożeniu, a co za tym idzie wzmaga czujność.

Wstręt może np. uchronić nas przed spożyciem produktu który może zaszkodzić naszemu organizmowi.

Oczywiście to tylko kilka emocji, które odczuwamy w ciągu naszego życia.  Warto jednak czasami zastanowić się nad tym, o czym dana emocja nas informuje. Dlaczego w tym momencie odczuwam to, co odczuwam? Co mnie zirytowało czy dlaczego odczuwam rozczarowanie?

Zrozumienie emocji pozwoli nam na łatwiejsze radzenie sobie z nimi.

Wiele razy, kiedy zamiast zaakceptować swoją złość, zatrzymałam się na chwilę, żeby zastanowić się nad tym dlaczego ją odczuwam. Okazywało się, że moje reakcja nie jest adekwatna do sytuacji. Poza tym, kiedy już sama potrafiłam zrozumieć swoje emocje to łatwiej było mi wytłumaczyć mojemu mężowi, dlaczego czuję to co czuję. Czasami będąc zdenerwowaną, zmęczoną po prostu prosiłam go o nie mówienie niczego do mnie lub np. przytulenie.

Czy zawsze wychodziło nam cudownie jeżeli chodzi o emocje? Oczywiście, że nie. Wiem, jednak, że wyrażanie swoich emocji, zastanawianie się nad nimi, mówienie o nich w małżeństwie bez strachu przed wyśmianiem, zlekceważeniem budują i cementują związek. Jeżeli nasze relacje w małżeństwie oparte są na przyjaźni i miłości to nie wylewamy swoich emocji na współmałżonka jak wiadro brudów i uciekamy, ale wspólnie o nich rozmawiamy i uczymy się nad nimi panować. Co więcej, pozwalamy naszemu współmałżonkowi mówić do nas odnośnie naszych emocji, zachowań z nimi związanych. Mówienie do nas o naszych reakcjach nie jest łatwe. Jeżeli zrobimy to w nieumiejętny sposób to najczęściej dolejemy oliwy do ognia i spowodujemy jeszcze większy wybuch.

O tym jak mówić o naszych emocjach, czego nauczyliśmy się w naszym małżeństwie mniej lub bardziej świadomie w następnym poście.

 

Leave a Reply