Jesień naszego małżeństwa

IMGP0082Do napisania kolejnego wpisu zachęciła mnie pora roku. Tak sobie myślę, że czasami klimat naszego małżeństwa zmienia się  tak jak zmieniają się pory roku. Czasami przeżywamy żar uczuć, innym razem panuje mroźna zima, a jeszcze innym razem  w naszym małżeństwie, jest pięknie, ciepło i kolorowo. Różnie to wygląda. Oczywiście najlepiej byłoby, żeby zawsze było lato. Jednak czasami zdarza się, że zamiast lata jest jesień i to nie ta piękna, słoneczna i kolorowa, ale ta pełna zimna, deszczu i  zgniłych liści na chodniku. Jesień w której małżonkowie czują smutek, odrzucenie, a nawet wypalenie. W zasadzie te uczucia nie dotyczą jednego ze współmałżonków. Oboje czują się paskudnie. Mimo tego, że mieszkają razem czują się samotni, niezrozumiani, ignorowani.

Kiedy zaczyna się kalendarzowa jesień masz świadomość, że za chwilę spadnie pierwszy śnieg, że za chwilę przyjdzie zima. Co prawda nie wiesz jaka ta zima będzie wyglądać, ale na pewno wiesz, że będzie.

Przechodząc przez małżeńską jesień obawiamy się przyszłości. W zasadzie to nie wiemy czy jeszcze cokolwiek rozkwitnie czy  może raczej dojdzie to całkowitego oziębienia relacji. Znajdujemy się na granicy. Od naszej decyzji zależy jak potoczą się dalsze losy naszego małżeństwa, rodziny.

Mamy do wyboru dwie drogi. Albo zdecydujemy się  na pracę, na działania, które sprawią, że na nowo rozkwitniemy, albo pozostaniemy w miejscu obojętności i narzekania doprowadzając do rozpadu małżeństwa. W zasadzie wybór należy do nas.

Możemy chodzić na terapię, możemy odwiedzać księży, pastorów, psychologów, jeżeli jednak sami nie zaczniemy robić konkretnych kroków spotkania (nawet z najlepszymi ludźmi) nic nam nie pomogą. Możemy być rozczarowani swoim małżeństwem, możemy być zniechęceni, ale wierzę,że jeżeli podejmiemy wspólnie decyzję o odbudowie, rzeczy zaczną ulegać zmianie .

Jedną z pierwszych rzeczy, które należy zrobić to zmierzyć się z przeszłością. Z jednej strony trzeba będzie powiedzieć o swoich błędach, a z drugiej powiedzieć o tym, kiedy sami czuliśmy się zranieni. I tu nie chodzi o to, że teraz jeden będzie mówić, drugi będzie się bronić. Trzeba po prostu siebie wysłuchać.

Czasami zamiast mówić dobrze jest napisać list. Jakoś mniej w tym emocji. Przechodząc przez trudny okres w małżeństwie emocji nam nie brakuje.

Oczywiście nie będziemy mogli ciągle pisać listów.

Po tym jak przeczytamy swoje listy ważne jest, aby okazać sobie skruchę, przeprosić i przebaczyć.

Słowo Boże mówi w 1 Jana 1:9 „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści nam je i oczyści nas z wszelkiej nieprawości”

Bóg przebacza nam nasze upadki, nasze grzechy. Bądźmy więc tymi, którzy przebaczają. Nie oceniajmy szczerości  współmałżonka po prostu przebaczmy i wyjdźmy z koleiny negatywnego myślenia.

Kiedyś odkryłam, że im bardziej źle myślę, im bardziej szukam uzasadnienia na moją negatywną postawę tym bardziej moje zachowanie w stosunku do Bogdana jest negatywne. Łatwo było mi myśleć o tym, że ” zachowuję się tak, a nie inaczej, bo Bogdan takiej czy inne rzeczy nie robi. Gdyby on się zmienił, ja też bym się zmieniła”

Ile z nas kobiet tak myśli? Oczywiście panowie też nie są wolni od takiego myślenia. Wiem jednak, że jeżeli nie przerwiemy tego negatywnego myślenia to nic się nie zmieni. Zawsze nasz współmałżonek zrobi coś nie tak, zawsze zauważymy jego podknięcia.

Poza tym zastanówmy się co lubi nasz współmałżonek. Jaki jest jego język miłości.  Odkryjmy to i zacznijmy to robić. Zacznijmy doceniać, zacznijmy mówić o dobrych rzeczach jakie widzimy w swoim współmałżonku. Nie bądź obojętny.

Mam świadomość, że wprowadzenie tych zmian nie jest łatwe. Najważniejsze jest jednak podjęcie decyzji o zmianach i ruszenie do przodu. Nawet jeżeli czasami będzie wydawało się, że cofamy się . Nawet jeżeli będzie wydawało się, że nic się nie zmienia. Nie rezygnujmy.  Spotkajmy się z ludźmi, którzy staną obok nas, będą wsparciem, zachętą, pomocą. Zawalczmy!

Leave a Reply