Ona czy on?

_G203120-1Jak ten czas szybko leci. Już dwudziesty pierwszy dzień 2015 roku. Tak niedawno przygotowywaliśmy się do sylwestrowej konferencji „Początek” we Wrocławiu. Prowadziliśmy tam warsztaty pt. „(Nie) zamknięci w szklanej kuli”. Krótkie sprawozdanie z tego, jak nam tam było następnym razem, jak już mój wspaniały mąż -fotograf przygotuje zdjęcia.

Dzisiaj chciałam podzielić się z wami  przemyśleniami, które w swoim  zeszycie zapisałam jeszcze w poprzednim roku.

Sprawa dotyczy konfliktów małżeńskich i zmiany na lepsze. Kto ma te zmiany zainicjować, od kogo w dużej mierze zależy małżeńskie szczęście?

Kiedy spotykamy się z małżeństwami przeżywającymi konflikt i mówimy: zacznijcie oboje. Najczęściej wcześniej czy później taka para dochodzi do miejsca, kiedy mówi: to nie ma sensu i od nowa zaczynają się przetargi, żal, wyrzuty, wypomnienia.

Kto więc pierwszy ma zacząć, jeżeli wspólne działania niczego nie zmienia? Mam świadomość, że to co napiszę poniżej nie do końca spodoba się mężom. Kiedy jednak coraz więcej o tym myślę, sięgając równocześnie do Bożego Słowa mam wrażenie, że moje przemyślenia mają sens.

W Liście do Efezjan 5:22-23 jest fragment, który mówi o  „Chrześcijańskim życiu rodzinnym”. Fragment ten zaczyna się od tego, że Paweł mówi do żon, aby były uległe swoim mężom. I tu zaczyna się małżeńska dyskusja. Mąż mówi: ty masz mnie szanować, a żona mówi: ty masz mnie kochać.

Kiedy, jednak spojrzymy dalej na ten fragment Biblii i  popatrzymy na werset 25 to, zobaczymy, że jest tam napisane:

 

Mężowie miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie

 

Co zrobił Jezus?

On nie czekał na odpowiedź człowieka. On nie powiedział, jeżeli się zmienisz to, wtedy umrę za Ciebie na Krzyżu. On wziął Krzyż i nie czekając, aż człowiek  dokona jakichkolwiek zmian umarł za człowieka. Zrobił pierwszy krok. Wyciągnął w kierunku człowieka rękę, wyciągnął w kierunku człowieka serce pełne miłości.

Czy będąc mężem jesteś w stanie wyciągnąć w kierunku swojej żony serce pełne miłości? Czy jesteś w stanie kochać nie stawiając żadnych warunków? Czy jesteś w stanie dla niej umrzeć?

Dla wielu ludzi  miłość  to uczucie i często na tym uczuciu podejmują decyzję o ślubie.

Czytając jakąś książkę napotkałam na opinie Freuda na ten temat. Oczywiście nie z każdą opinią Freuda się zgadzam, ale ta wydaje mi się bardzo prawdziwa.Według niego relacje z płcią przeciwną przez lata dorastania przygotowują nas do wejścia w etap zawarcia związku. W czasie tego czasu zestawiamy „wewnętrzną matrymonialną listę zakupów”, która jest  wyidealizowanym obrazem naszego partnera. Kiedy już poznamy osobę, która pasuje do naszej listy zakochujemy się w niej. Towarzyszą temu m.in. motyle w żołądku, brak apetytu itp… a my jesteśmy pewni, że spotkana osoba to ideał. Jednak po jakimś czasie okazuje się, że ten ideał wcale nie jest ideałem. Nasze wyobrażenie pęka jak bańka mydlana, a my zaczynamy dostrzegać już tylko wady i  błędy tej drugiej osoby.

To co nazywamy zakochaniem nie ma nic wspólnego z dojrzałą miłością, która tak naprawdę jest aktem woli.

W miłości nie chodzi tylko o męża zaspokajającego jej potrzeby, czy żonę zaspokajającą jego potrzeby.

Miłość to świadomość tego, że jesteśmy różni. To dostrzeganie swoich wad, błędów, a mimo to podejmowanie decyzji o kochaniu tej drugiej osoby.

W 1 Liście do Koryntian 13 jest mowa o prawdziwej, dojrzałej miłości i nie ma tam ani jednego słowa, które mówiłoby o motylach w żołądku, czy innych emocjach towarzyszących zakochaniu.

4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje (…)

 

Mężowie kochajcie swoje żony!

W lutym mija nam 26 lat małżeństwa. I kiedy popatrzę wstecz to powiem wam jako żona, że miłość mojego męża miała duży wkład w moją przemianę. Przez te wszystkie lata dotykała i zmieniała mnie jego miłość pełna cierpliwości, łagodności, pokory, nie szukania swego…Jego miłość mnie zmieniło, jego miłość sprawiła, że kiedy dostrzegłam jego wady, to nie odwróciłam się na pięcie i zaczęłam szukać innego partnera, ale odpowiedziałam prawdziwą miłością. Dzisiaj mamy  świadomość naszych wad. Dzisiaj mamy za sobą trudne chwile jako małżeństwo, czasami ranimy siebie, ale chcę ci powiedzieć, że dzisiaj nie pamiętamy złego.

Gdybym miała wymienić teraz momenty w których mój mąż nadepnął mi na odcisk nie byłabym w stanie. Przebaczyłam i kocham. A prawdziwa miłość nie pamięta złego, prawdziwa miłość ufa i jest łaskawa.

Kochaj swoją żonę, a myślę, że odpowie na tą miłością szacunkiem i tym szczególnym błyskiem w oku.

Jakiś czas temu spotkaliśmy się ze znajomym małżeństwem. Ona w pewnym momencie zaczęła opowiadać m.in. o niespodziance jaką przygotował dla niej mąż w dniu jej urodzin. Kiedy mówiła o tym widać było, że jest dumna ze swojego męża, że go kocha i szanuje.

Mężowie kochajcie więc swoje żony tak jak Chrystus umiłował kościół, a zobaczycie wcześniej czy później jak one na tą miłość odpowiadają.

 

 

Leave a Reply